Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Etyka w pracy

Czy prowadząc firmę warto kierować się jakimiś zasadami? Jakie standardy etyczne i obyczajowe winny być akcentowane?

 

Motto: "Najważniejsze jest[...], aby przy prowadzeniu interesów kierowano się zasadami, i to nawet zasadami wznioślejszymi od tych, jakie można od razu w życiu stosować. Posiadanie ideału jest ważniejsze, aniżeli możliwe odchylenia" (Garrett, 1931, 169-170, za: Gasparski (2012, s10)

 

Wyobraźmy sobie anonimową firmę, w której rotacja pracowników jest dość duża. Niech to będzie na przykład duża firma szkoleniowa, która podejmuje współpracę z trenerami czy konsultantami, rekrutując ich w zależności od potrzeb, od ilości aktualnie realizowanych projektów. Powstaje, zatem armia współpracowników, którzy mogą ze współpracy być zadowoleni lub niezadowoleni, którzy mogą zechcieć podzielić się swoimi opiniami w sposób anonimowy lub nie anonimowy.

 

Przyjmijmy dodatkowo, że owa fikcyjna firma deklaruje, że przestrzeganie standardów etycznych jest jednym z fundamentów, na których budowana jest marka firmy.Deklaracja ta może brzmieć na przykład tak: "standardy etyczne - ich przestrzeganie najlepszą gwarancją solidności usług i dbałości o dobro klientów w każdym projekcie" (cytat zaczerpnięty ze strony internetowej jednej z firm).

 

O tym, że firmy przestrzegają tzw. etykiety w biznesie, czyli preferują zachowania kulturalne nie zauważyłam wzmianek na stronach, ale w anonsach poszukujących pracowników. Kulturalne zachowania są zatem przez pracodawców wymagane, ale nie do końca jasno wytyczone. Trudno powiedzieć czy wystarczy znajomość dobrych manier opisana w książce pt. "Grzeczność na co dzień" Jan Kamyczka (pseudonim krakowskiej malarki i dziennikarki Janiny Ipohorskiej) z 1972 roku? Czy czas na dzieło bardziej współczesne? Może obecnie wystarczą wzorce z telewizji i Internetu np. złote rady Jolanty Kwaśniewskiej (z serwisu plotek.pl): "Najpierw pupa, potem nogi - złota zasada dla pań wsiadających do samochodu w sukience. - Nigdy nie przychodź na garden party w szpilkach - będziesz się źle bawić".

 

Okazuje się, że owa kultura osobista może być umiejętnością stopniowalną w obszarze zaawansowania, podobnie, jak język angielski i osoba w stopniu zaawansowania podstawowego wie, że w pracy się nie przeklina (chyba, że jest się artystką), że mówi się dzień dobry, ale odpowiadanie na każdą korespondencję w wyznaczonym terminie z zachowaniem nagłówków i adekwatnym pożegnaniem jest już często dla kulturalnych w stopniu bardzo zaawansowanym?

 

 

Nic czy coś?

 

Co może kryć się za przykładowym sformułowaniem, które pojawiło się powyżej: "standardy etyczne - ich przestrzeganie najlepszą gwarancją solidności usług i dbałości o dobro klientów w każdym projekcie?" Za tą tajemniczo brzmiącą deklaracją może kryć się:

  1. Nic
  2. Coś

 

Rozważmy najpierw opcję "nic". Mamy z nią do czynienia wówczas, kiedy po prostu deklarujemy czułość dla standardów etycznych, bo słyszeliśmy, że etyka w biznesie staje się modna. Kiedy odważny "ktoś" zada pytanie: "Ale co to znaczy? Jakich standardów staracie się przestrzegać? Czy stworzyliście swój wewnętrzny kodeks? Czy ów kodeks będzie przestrzegany? W jaki sposób będziecie egzekwować jego przestrzeganie? Jeśli odpowiedzią będzie zaledwie: "eeeee" i westchnięcie, dokopujemy się do "nic".

 

Opcja "coś" daje przynajmniej dwie możliwości: "coś dla firmy" oraz "coś dla innych".

 

W aspekcie "coś dla firmy" chodzi o kreację wiarygodnego wizerunku. Tak, jak wyszminkowane na czerwono usta kobiety, rodzaj błyszczącego dodatku, który uwiarygodnia jakość profesjonalnych usług, jakich możemy się spodziewać.

 

Jeśli chodzi o "coś dla innych"? Tutaj mamy do czynienia z sytuacją, w której rzeczywistym celem jest troska o wartości, o przestrzeganie standardów etycznych. Są one dobrze zdefiniowane i czytelne dla pracowników oraz klientów. Nie mamy tutaj do czynienia z chwytliwą deklaracją-hasłem, ale rzeczywistym tworzeniem pracy opartej na wartościach. Czy tego typu postępowanie jest możliwe w biznesie?

 

Czytając książkę Gasparskiego (2012, s.14), czołowego etyka biznesu w Polsce - można mieć nadzieję na "tak", co więcej, w perspektywie długofalowej etyka w biznesie może okazać się opłacalna: "Reakcją na współczesne wyzwania są starania o przywrócenie nadziei na fair play w biznesie. Zauważyć możemy coraz większą liczbę przyjmowanych przez korporacje, przedsiębiorstwa i stowarzyszenia zawodowe, - choć nie zawsze i nie w pełni stosowanych - kodeksów i programów etycznych, zasad dobrych praktyk, a także deklaracje społecznej odpowiedzialności czy public relations pod hasłem "firma dobrym obywatelem".

 

 

Opłacalność wizerunkowa

 

Nie skupimy się tutaj na opłacalności ekonomicznej, ale opłacalności wizerunkowej (przyjmując, że obie opłacalności mogą być w szczęśliwym lub nieszczęśliwym związku małżeńskim). Opłacalność wizerunkowa w powiązaniu z mocą Internetu i jednej z możliwości, jaka z nim się wiąże tj. możność komentowania i wyrażania opinii na profilach firm (np. facebook), zapisach video (np. youtube), forach internetowych itp.

 

Wydaje się, że stworzenie struktury obowiązujących zasad w firmie, wymiarze etycznym i dobrych obyczajów, w postaci na przykład kodeksu czy programu jest krokiem naprzód, wyjściem poza wizerunkową deklarację. Powstaje czytelny zapis, co jest zdaniem zarządzających i pracowników ważne i warte przestrzegania. W jaki sposób winno traktować się potencjalnych klientów, współpracowników czy byłych współpracowników, całe otoczenie biznesowe, by pojawiło się możliwie mało niedociągnięć, które w przyszłości mogłyby stać się strużkami krwi dla rekinów tj. inspiracją do wyrażania niepochlebnych opinii na temat firmy, które szargają jej wizerunek.

 

Gdyby wspólnie z Czytelnikami rozpocząć ten projekt dbałości o standardy etyczne i dobre obyczaje w polskim biznesie? Ja bym zaczęła od dobrych obyczajów. Dlaczego? Wydają się bardziej namacalne i miękkie, jak plastelina w kierunku konstruktywnej przemiany. Dla Sokratesa dobro to wiedza. I przypomniałabym naczelną zasadę - trzeba odpowiadać na listy zarówno elektroniczne, jak i napisane na papierze. Poprzedzając je adekwatnym nagłówkiem i adekwatnym pożegnaniem. Kamyczek (1972) poświęca listom około dwanaście stron. Część tych rad brzmi archaicznie, ale ten fragment wydaje się być nadal aktualny: "Na list grzeczność każe odpowiedzieć w ciągu tygodnia" oraz ten na poziomie bardziej zaawansowanym: "Na listy z kondolencją tradycyjny savoir-vivre każe odpowiadać. Wprawdzie nie bardzo wiadomo, co napisać, toteż w konkretnych wypadkach rozgrzeszyłbym adresata, jeśli nie odpowie. Kto chce jednak zadość uczynić elegancji, może wysłać parę słów w rodzaju: "Dziękuję za serdeczne wyrazy przesłane mi w związku z moją żałobą. Dobrze jest wiedzieć w takich chwilach, że ma się wiernych, życzliwych przyjaciół. Łączę najlepsze pozdrowienia".

 

Na koniec garść pytań: Czy w dobie poczty elektronicznej odpowiadanie na każdy list jest w ogóle możliwe? Czy deklaracja czułości dla standardów etycznych jest wystarczającym zabiegiem wizerunkowym? Czy warto pewnych, jasno określonych i zapisanych standardów jednak się trzymać?

 

 

dr Jolanta Rosińska-Włodarczyk psycholog