Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

We władzy Sopucha, czyli o tym co szkodzi mniej

Z racji mojego zawodu zdarza mi się wyjeżdżać z dziećmi. Na jednym z takich wyjazdów (byliśmy na wsi) obok domu stała stodoła. Dzieci lubiły bawić się na dworze. Często grały tam w piłkę. Traf chciał, że piłka poleciała nie tam gdzie powinna i wybiła całą szybę w oknie stodoły. Dzieci dosyć mocno to przeżywały.

Chłopcy zadeklarowali większą rozwagę, co przyjęliśmy ze spokojem i nadzieją, ponieważ widzieliśmy ich miny.

 

Przez jakiś czas nic się nie wydarzyło i o sprawie pewnie byśmy zapomnieli, gdyby ktoś nie odkrył, że we wszystkich pozostałych oknach, szyby są podziurawione (mają wiele małych otworów). Wyglądały tak, że z powodzeniem mogłyby służyć za durszlak. Zastanawialiśmy się co się wydarzyło?

 

Wyjaśnienie tej zagadki okazało się bardzo zaskakujące. Ci sami chłopcy, którzy wybili szybę piłką, w pozostałe szyby stodoły postanowili rzucać kamieniami. Tym razem nie doczekaliśmy się jednak żadnej skruchy, a wręcz przeciwnie. Chłopcy uważali, że powinniśmy być im wdzięczni z tego powodu. Postanowili oszczędzić nam dalszych dotkliwych strat i zrezygnowali z grania w piłkę, a wybrali kamienie. Uzasadnili to w ten sposób, że nie wybijają całej szyby jak piłka, a tylko pozostawiają małą dziurkę. Doszli więc do wniosku, że to o wiele bezpieczniejsza dla szyb zabawa. Nasza reakcja ich zdumiała, bo oczekiwali pochwały za roztropność. Co nam mogły przeszkadzać te małe dziurki, przecież szyba nadal jest w oknie, a mogło nie być jej wcale. Czuli się nieco sfrustrowani. Przecież powinniśmy być  zadowoleni.

 

Jeśli czytelniku teraz się uśmiechasz, to zastanów się czy czasem nie zachowujesz się tak samo. Takich tłumaczeń słucham już od dłuższego czasu. Dla psychologów i lekarzy jest ono pozbawione sensu, ale wiele osób myśli podobnie jak te dzieci.

 

Zastanawiam się ile to już razy usłyszałam, że marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu. Mniej szkodliwa, a wiec powinniśmy: ją zalegalizować, sprzedawać i tak dalej?

 

Alkohol jest na liście środków psychoaktywnych i wśród specjalistów cieszy się złą sławą. To bardzo niebezpieczna substancja. Co roku pijacy go, w tym uzależnieni od niego, popełniają ogromną ilość przestępstw, ulegają wypadkom, niszczą zdrowie sobie i swoim rodzinom. To problem społeczny. Bardzo kosztowny problem społeczny. Gdy zaczynałam swoją pracę jako terapeuta, nie planowałam specjalnie zajmować się uzależnieniami. Byłam na podstawowych szkoleniach i myślałam, że to wystarczy. Już pierwszy rok prywatnej praktyki wyprowadził mnie z błędu. Może na leczeniu nie znałam się świetnie, ale na rozpoznaniu i udzieleniu pierwszej pomocy, jak najbardziej. W tym potrzeba być mistrzem. Już drugi prywatny klient okazał się alkoholikiem, a potem przyszła ich cała lawina. Lawina osób, które mają lęki, nie mogą spać, mają kłopoty w pracy, po zbadaniu okazywali się uzależnieni. Jednocześnie nie byli oni świadomi dlaczego ich to spotyka. Kobiety z depresją, lękami, zaburzeniem pourazowymi, zdradzane czy prześladowane przez zazdrość męża, często nieświadome, że partner jest uzależniony. Byly to po prostu osoby wpółuzależnione. Dorosłe dzieci alkoholików, czyli osoby skarżące się 'na prawie wszystko', które są często nieświadome, że objawy wywołało picie rodziców. Małżeństwa mające konflikty, domagające się terapii rodzinnej, podczas gdy prawdziwą przyczyną rozpadu związku był alkoholizm jednej ze stron. Dzieci z lękami, depresjami, zaburzeniami zachowania mające wśród rodziców osobę nadużywającą alkoholu. Czasami nie mogłam znaleźć rozwiązania. Nic się nie składało w całość. Np. dlaczego to dziecko zachowuje się ten sposób? Dopiero długo wyproszona wizyta tatusia rozjaśniła mi w głowie. Elegancki, wysoki, dobrze sytuowany pan, przedsiębiorąca na odwagę 'sobie golnął'. Aż mogłam się przewrócić od jego oddechu.

 

Zaczęłam się zastanawiać czy ja nie przesadzam. Czy nie widzę kłopotów, tam gdzie ich nie ma? Ale u każdej osoby, która poszła do poradni uzależnień za moją namową, terapeuci (licencjonowani fachowcy) potwierdzali wstępną diagnozę. Więc to była prawda! Statystyki są porażające! Przedsiębiorcy, studenci, lekarze. Tyko 6 % alkoholików to ci spod budki z piwem. A reszta gdzie?

 

Czy przy takim problemie możemy powiedzieć, że coś mniej od niego szkodzi. Mniej czyli jak? Czy żeby zmniejszyć ilość morderstw powinniśmy promować pobicia? Wszak to mniej szkodliwe.

 

Może mniej, ale każdy narkoman od niej zaczynał. Nawet, gdy nie dojdzie do uzależnienia, to tworzy się 'dziurawy' jak te szyby mechanizm radzenia sobie ze stresem. Po co się męczyć,  szukać bardziej wymagającej metody, gdy w zanadrzu jest tak prosta, taka szybka? Może już nie marihuana, ale alkohol, leki, seks, zakupy, jedzenie, automaty, komputer? Przecież 'mnie nic się nie może stać, nie jestem taki, mam kontrolę, wiem jak się ochronić, mam dyplom, stanowisko, prestiż?' Słowem 'ja to co innego'. Kiedyś usłyszałam od czternastolatka, że on wie jak ma pić, by mu się nic nie stało, a ja jako osoba niepijąca nie powinnam mu udzielać rad, bo się na tym nie znam. Stale słyszę, że trzeba pić, bo wszyscy piją i inaczej się nie da. Osoby nadużywające  alkoholu zawsze mówią ta samo - 'Gdzie nie pójdę, wszyscy piją'. Nie zdają sobie sprawy jak zmienia się ich świat i, że to oni celowo poszukują pijących znajomych, wśród których 'mogą się dobrze bawić'. Otóż dziwnym trafem gdzie ja pójdę, to z reguły nikt nie pije. Ale pewnie mam szczęście.

 

W ciągu ostatnich kiltu lat pięciokrotnie wzrosła ilość osób uzależnionych od seksu. I na tym nie koniec.

 

W pięknej bajce Agnieszki Grzelak 'Cukierki' czarodziej Sopuch, pod postacią miłego, starszego, budzącego zaufanie pana, częstuje dzieci magicznymi cukierkami, po spożyciu których dzieci stają się jego niewolnikami. W zamian za cukierki wykonują prace na jego zamku i przyprowadzają mu kolejnych niewolników. Na podstawie tej bajki powstał program zapobiegający powstawaniu  uzależnień u dzieci.

 

Można zapytać kto zaczarował zwolenników teorii, że coś 'szkodzi mniej'? Dlaczego, zamiast promować zdrowie, wolność i szczęście, poświęcają swój czas na głoszenie tej teorii?

 

Prohibicja przyniosła w USA wielkie szkody. Być może jest podobnie z narkotykami. Ale należałoby to sprawdzić i zrobić wszytko, by uświadomić ludziom zagrożenie. Marihuana i inne środki są przyczyną ogromnej ilość psychoz (np. schizofrenii) u młodzieży, które prawdopodobnie nigdy by się nie uaktywniły, gdyby nie zażywanie tych środków.   

 

Dlaczego tak duża część społeczeństwa nie może znieść życia na trzeźwo? Co sprawia, że czują potrzebę znieczulania się?

 

Czy nie lepiej zamiast zastanawiać się co mniej szkodzi, zadać sobie pytanie co może pomóc?

 

Może lepiej poświęcić swój czas na propagowanie bezpieczniejszych metod radzenia sobie ze stresem bądż relaksacji. To, że są jest oczywiste. Można cieszyć się życiem na trzeźwo. Według pewnego didżeja, najlepsze zabawy to te dla niepijących. Jest tam najweselej i goście najdłużej mogą tańczyć. Można nauczyć się pobudzać układ nagrody inaczej, niż tylko poprzez zażywanie środków psychoaktywnych. 

 

Zapraszam do poznawania i stosowania ich tak, byście Państwo mogli powiedzieć jak pewien mnich 'nie muszę pić, gdy medytuję jestem pijany ze szczęścia'.

 

Życzę Państwu znalezienia własnego sposobu na szczęście na trzeźwo. Zapewniam, że to właśnie szkodzi najmniej.

 

Agnieszka Idźkowska - psycholog

 

Polecamy także: