Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

"Dlaczego muszę chodzić do przedszkola?"

"Dlaczego muszę chodzić do przedszkola? A co jeśli nie chcę, nie potrafię, nie mogę?

A jeśli mama, tata i dziadkowie też nie są do końca przekonani?"


"Dlaczego muszę chodzić do przedszkola?" - tak brzmi jedno z pytań dzieci, na które stara się odpowiedzieć Wojciech Eichelberger w książce pt. "O co pytają dzieci? O miłości i wychowaniu".

 

Zdaniem psychoterapeuty większość dzieci dość szybko adaptuje się do nowych warunków i chętnie chodzi do przedszkola (adaptacja to najtrudniejszy czas dla dzieci, rodziców, ale i wychowawców - humorystycznie można określić ten czas "kampanią wrześniową"), ale zdarzają się wyjątki. Okazuje się, że u niektórych dzieci lęk separacyjny może utrzymywać się do piątego roku życia, a nawet dłużej.

 

 

Pada kilka wyjaśnień sytuacji, w której nie następuje adaptacja do warunków przedszkolnych.

 

Eichelberger (1999, s.73) jest zdania, że zaburzenia doświadczeń pierwszego okresu dzieciństwa są najczęstszą przyczyną utrudnionej lub wręcz niemożliwej adaptacji przedszkolnej - dziecko broni się, bo przeraża je groźba rozstania i utraty rodziców na zawsze. "Zrozpaczony, kurczowo trzymający się matczynej spódnicy malec przeżywa szok, ból rozstania i poczucie straty ostatecznej. A winę za te jego cierpienia ponoszą rodzice. Dlaczego? Bo przegapili, nie docenili najważniejszych dla psychiki ich dziecka pierwszych lat. Jacy byli? Być może nazbyt chłodni lub nadopiekuńczy, mało odpowiedzialni, często karzący, nadmiernie wymagający, nie rozumiejący, że trzylatek także wymaga szacunku i dotrzymywania umów. Zaufanie dziecka do rodziców buduje się w sposób naturalny, przez pierwsze trzy lata życia we wzajemnych kontaktach, potem przychodzi już dużo trudniej".

 

A ja zastanawiając się nad lękiem separacyjnym, który utrzymuje się dłużej niż jeden miesiąc czy dwa w grupie trzylatków, mam nieco inne przypuszczenie. Według mnie najistotniejszą kwestią jest zaufanie, jakim mama i tata obdarzają panie wychowawczynie. Budowa zaufania to bardzo trudna sztuka. Nie każdemu chcemy oddać nasze dziecko pod opiekę i jest to tak naturalne, jak dobór znajomych czy przyjaciół. Zwyczajna sprawa - nie wszyscy budzą nasze zaufanie i z jednymi osobami dogadujemy się w mig, a z innymi wydaje się niemożliwe nawet spokojnie porozmawiać. Nie ma w tym winy żadnej ze stron. Warto zatem zdawać sobie sprawę z tych trudności. Zastanowić się: dlaczego tak szybko biegnę po dziecko i jest odbierane najwcześniej? Jakie mam obawy? Czy te obawy są uzasadnione?

 

Kolejna sprawa, równie istotna to wewnętrzne przekonanie opiekunów dziecka, że chcą, aby chodziło do przedszkola. Jeśli nie jestem przekonana albo mam alternatywną opiekę, wówczas niewerbalnie lub werbalnie przekazuję swoje wahanie dziecku. To dla niego bardzo łatwy do uchwycenia sygnał - jest pole do negocjowania. W zupełnie innej sytuacji są rodzice, którzy nie mają wyjścia - to znaczy każde z nich pracuje i pędzi do pracy, przedszkole jest ich szansą na zarabianie pieniędzy i radzenie sobie z codziennością. Ponownie: przyjrzyj się sobie - twoje dziecko ma cztery albo pięć lat, a ty pędzisz do przedszkola, by jak najszybciej je odebrać? Dlaczego? Jeśli są kwestie, które w przedszkolu Ciebie niepokoją porozmawiaj z panią wychowawczynią, panią dyrektor. Są sprawy, które można - dzięki informacji zwrotnej - zmieniać, poprawiać, modyfikować. Zawsze warto odważyć się i wejść w dialog, który poprowadzi do konstruktywnych rozwiązań.

 

Przyjrzyjmy się także propozycjom pomocy dziecku, rodzicom oraz paniom wychowawczyniom w sytuacji, gdy dziecko zdecydowanie odmawia chodzenia do przedszkola i wpada w ogromną rozpacz, gdy ma się w przedszkolu pojawić czy zostać bez mamy i taty.

 

Za jedną z głównych przyczyn trudności w adaptacji z perspektywy dziecka uznawana jest przerażająca groźba rozstania i utraty rodziców na zawsze.

 

Stąd początki przyprowadzania dziecka do przedszkola są tak istotne i każdy rodzic znając najlepiej swoje dziecko winien rozważyć stopniowanie w zapoznawaniu dziecka z przedszkolem. Dobrą metaforą będzie tutaj zanurzanie się w wodzie jeziora w czasie upalnego lata.

 

 

Bardzo ważne są początki

 

Początek oswajania dziecka z przedszkolem polega na rozmowach o przedszkolu. Rodzice opowiadają dziecku, że jest takie miejsce jak przedszkole, mogą pokazać zdjęcia z własnego albumu fotograficznego, gdy byli przedszkolakami. W bajkach też dziecko może oglądać przedszkolaków np. w Teletubisiach. Można też pokazać filmik o przedszkolu i wyjaśnić, że kiedy dziecko jest już starsze to zostaje przedszkolakiem. W sposób naturalny z przedszkolem zapoznają się dzieci, które mają starsze rodzeństwo i uczestniczą w odprowadzaniu i przyprowadzaniu brata lub siostry.

 

 

Proste słowa

 

Warto prostymi słowami opowiedzieć o dobrych stronach przedszkola, ale i o trudnościach. Do najtrudniejszych momentów należy rozstanie z mamą. Można powiedzieć: "Wiesz, wiele dzieci nie lubi rozstawać się z mamą, a Ty, co o tym myślisz?". W zależności od zaawansowania mowy, dziecko postara się wyrazić swoje uczucia. Ważne w tym momencie są zapewnienia, że dziecko i rodzic będą w tej sytuacji razem, że pomoże mama i panie wychowawczynie.

 

Na początku dziecko powinno uczestniczyć z rodzicami w zajęciach adaptacyjnych, a jeśli przegapiło się takie zajęcia warto przygotować się na to, że przez pierwszy miesiąc (lub krócej, jeśli uznamy, że dziecko jest już na to gotowe) dziecko będzie odbierane wcześniej, przed porą spania. To ważne, bo sen kojarzy się dziecku z czymś definitywnym tj. rozstaniem na zawsze.

 

 

Odbudowa poczucia bezpieczeństwa

 

Według Eichelbergera, jeśli chce się pomóc dziecku odbudować poczucie bezpieczeństwa, (kiedy na przykład początki były na tyle trudne, że na jakiś czas zrezygnowało się z przedszkola) ważne jest: docenienie trudnego położenia dziecka - chodzi o rozmowę z dzieckiem, w której rodzic przyznaje, że rzeczywiście to jest trudna sytuacja. Można powiedzieć: "Wiem, że jest ci trudno" albo "Wiem, że to ci się nie podoba, ale postaram się pomóc i pójdziemy do przedszkola razem". "Chciałabym, żebyśmy spróbowali razem jeszcze raz, bo w przedszkolu jest naprawdę fajnie - panie wymyślają ciekawe zabawy, dzieci bawią się, są nowe zabawki, smaczne jedzenie?". "Ja albo tata na początku będziemy po Ciebie przychodzić szybciutko, trochę się pobawisz i my już będziemy".

 

 

Czego nie należy robić?

- nie należy lekceważyć rozpaczy dziecka

- nie należy nazywać płaczu i trzymania się mamy histerią

- nie można zawstydzać dziecka ani ośmieszać, ani karać także słowami, zgodnie z którymi coś dziecku zostanie odebrane za niestosowne zachowanie

 

 

Cierpliwość, wyczucie, rozmowy

 

Zdaniem Eichelbergera spóźnione budowanie zaufania, (kiedy mamy za sobą już pewne trudności) może trwać długo i wymaga wiele cierpliwości.

 

Kiedy wspominam o rozmowach to mam na myśli dialog, w którym także racje, a właściwie uczucia dziecka zostają wysłuchane i uznane. Nie chodzi o przekonywanie dziecka na siłę do przedszkola, ale omówienie jego uczuć i zachowań w domu, kiedy jest spokojnie.

 

Warto pamiętać, że rozmawiać z innymi (także dziećmi) i budować konstruktywne relacje uczymy się całe życie. Są o tym bardzo ciekawe książki na przykład: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" (Faber, Mazlish) czy inna książka, "Kiedy pozwolić. Kiedy zabronić (MacKenzie). Książki książkami, mądrości mądrościami - a człowiek ma swoje problemy, nawyki, pobrał już jakąś lekcję życia i komunikacji - trudno wprowadzić zmiany.

 

 

Krok ku przemianie

 

Jednak, kiedy dochodzimy do wniosku, że stare metody, czyli tłumaczenie i zapewnienia nie przynoszą ulgi dzieciom, a nas wykańczają - można zrobić krok ku przemianie. Z reguły książki czy artykuły są bez znaczenia, jeśli się je jedynie przeczyta, a nie ćwiczy nowych metod, nie próbuje wprowadzić w życie. Być może warto spotykać się w gronie zainteresowanych rodziców i uczyć konstruktywnego mówienie do dzieci i do dorosłych?

 

 

Ostatnia rada Wojciecha Eichelbergera w formie cytatu:

 

"W sytuacji, kiedy zawiodą wszelkie próby adaptacyjne, lepiej dla dobra dziecka, znaleźć inne rozwiązanie niż przedszkole. Przestrzegam również przed pokusą nadziei, że jakoś to będzie, że prędzej czy później dziecko bez naszej pomocy po prostu się przyzwyczai. W tym przypadku przyzwyczaić się znaczy zrezygnować. Dziecko, które rezygnuje ze swoich przyrodzonych praw, wyrośnie na zrezygnowanego człowieka".

 

 

Ten ostatni cytat brzmi jakoś bardzo groźnie, ale być może w wyjątkowych sytuacjach ma sens?

 

Według mnie istotą przeprowadzenia przez wszystkie trudności, jakich dziecko doświadcza jest zawsze uczciwa rozmowa. Nie zaprzeczanie problemom. Przyglądanie się własnym uczuciom, przekonaniom, zachowaniom. Wszystko to wymaga dość sporej samoświadomości, niemniej jest możliwe. Wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych, gdyż nie zostają zwyczajnie omówione i między dziećmi oraz dorosłymi pojawiają się mury zamiast mostów.

 

Kiedy przyglądam się zachowaniom dzieci wewnątrz przedszkola, wchodząc do grup - przypominam sobie własne przedszkolne dzieje. W sumie nie ma nic dziwnego w tym, że wolałoby się zostać w domu, zamiast udać do przedszkola, szkoły, pracy. W domu zazwyczaj jest bezpiecznie, ustalone są pewne rytuały, wszystko jest dobrze znane. Jednak wyjście ku wyzwaniom, jakie pojawiają się w wyniku interakcji społecznych jest prawdziwym sprawdzianem i szansą na nabywanie umiejętności społecznych. Umiejętności społecznych uczą się dzieci, ale także rodzice. Zataczamy wraz z dziećmi cykl życia, który sami przeszliśmy. Tym razem stajemy po drugiej stronie, ale dalej chcemy chronić własne dzieci, mamy różne obawy, nie chcemy by nasze dziecko było w jakikolwiek sposób krzywdzone przez inne dzieci czy dorosłych. Czyli mierzymy się jeszcze raz z własnymi doświadczeniami. Myślę, że konstruktywne wsparcie popłynie do dziecka wówczas, kiedy nauczymy się rozmawiać i współpracować z kadrą dydaktyczną, która opiekuje się naszymi dziećmi. Zazwyczaj ta współpraca jest możliwa.

 

 

dr Jolanta Rosińska-Włodarczyk psycholog

 

 

Przeczytaj także:

 

Literatura:

  • Eichelberger, W. (1999). O co pytają dzieci? O miłości i wychowaniu. Warszawa: ISKRY.
  • Faber, A., Mazlish, E. (2001). Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Poznań: Media Rodzina.
  • Faber A., Mazlish, E. (2009). Wyzwoleni rodzice. Wyzwolone dzieci. Twoja droga do szczęśliwej rodziny. Poznań: Media Rodzina.
  • Kołakowski, A., Pisula, A. (2014). Sposób na trudne dziecko. Przyjazna terapia behawioralna. Gdańsk: GWP.
  • Kołakowski A. (red.). Zaburzenia zachowania u dzieci. Teoria i praktyka. Gdańsk: GWP.

.