Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Czy osoba doświadczająca przemocy w rodzinie nie może, czy nie chce jej zatrzymać?

Najchętniej bym napisała: i nie może i nie chce. Albo raczej: czasem nie może a czasem nie chce. Albo jeszcze inaczej: niektóre osoby nie mogą a niektóre nie chcą. Czyli - to zależy. Od ofiary, okoliczności, czasu trwania przemocy i jej nasilenia, stażu małżeńskiego, wykształcenia, posiadania i liczby dzieci, rodzaju doświadczeń dziecięcych,

wsparcia rodziny i przyjaciół, rodzaju osobowości, pozycji społecznej i ekonomicznej, wykształcenia oraz wielu innych okoliczności.

 

Zastanówmy się, kiedy w takim razie ofiara nie chce, a kiedy nie może zatrzymać nawracającego cyklu przemocy?

 

Nie chce wtedy, kiedy zyski z trwania małżeństwa przewyższają koszty. Kiedy mąż jest największą miłością jej życia, i nie jest w stanie wyobrazić sobie, że go opuszcza. Wierzy, że on ją kocha równie mocno, jak ona jego, a przecież w końcu sytuacje trudne zdarzają się niezwykle rzadko. W zasadzie na co dzień jest dobrze. Nie chce pamiętać tego co złe, tym bardziej kiedy on wyraża skruchę i obiecuje poprawę. Czasem chce wierzyć, że to jej własne zachowanie jest przyczyną przemocy i robi wszystko, co w jej mocy, aby się poprawić, aby go zadowolić w każdej dziedzinie domowego życia.

 

Nie chce, kiedy mąż jej wspaniałym ojcem. Dzieci go uwielbiają. A przecież bije ją zawsze tylko wtedy, kiedy dzieci nie ma w domu. Nie, dzieci nie mogą stracić takiego cudownego ojca. A ona? Ona jest mniej ważna. W końcu najważniejsze jest przecież dobro dzieci i pełna rodzina. Wierzy, że dzieci naprawdę nie wiedzą co się między nimi dzieje?

 

Nie chce, kiedy znacząco może obniżyć się jej status materialny i społeczny. Traktuje znęcanie jako cenę, którą mimo wszystko trzeba zapłacić za pewien luksus. Trudno. Przecież nie wróci na wieś do pięciorga rodzeństwa i pracy w sklepie. Jak spojrzy w oczy rodzicom a w szczególności sąsiadom.

 

Nie chce, bo małżeństwo to święta rzecz, na całe życie. U niej w rodzinie nigdy nie było rozwodów. A matka mówi, że jej obowiązkiem jest trwać przy mężu na dobre i złe, sama go sobie wybrała, a poza tym ma przecież, jak i Pana Boga za piecem i doprawdy grzechem z jej strony byłoby narzekać. Zresztą każdy facet ma wady i już. On też wielokrotnie mówił, że nie wyobraża sobie życia bez niej - więc zostaje, jak nie z miłości to z litości.

 

Czasem nie chce - bo nawet nie rozumie, że można żyć inaczej, bez przemocy. Szczególnie, gdy już w dzieciństwie jej doświadczała lub była świadkiem takiego związku swoich rodziców. Myśli, że każda bliska relacja, musi być nacechowana przemocą, traktuje ją, jako naturalny element każdej bliskiej relacji, kocha, to bije. Więc czemu ma chcieć odejść, skoro wszyscy mają tak samo. Jeśli takie życie jest normalne?

 

Czasem też nie może. Tak jak wtedy, gdy sprawca grozi jej samobójstwem, zabójstwem, odebraniem dzieci - przecież nie może wziąć na siebie takiej odpowiedzialności. Albo wtedy, kiedy jest tak pobita, że nie ma możliwości fizycznego funkcjonowania. Często nie może, bo nie ma się do kogo udać po pomoc i wsparcie, bo nie zna procedur, adresów, gdzie mogłaby uzyskać profesjonalną pomoc. Bo się wstydzi. Bo tak wiele zainwestowała w ten związek, miłości, czasu, poświęcenia, a tu taki wstyd. Bo jak każdy z nas, boi się tego co nieznane, a zmiana niesie za sobą zbyt duże ryzyko bólu. Boi się wreszcie zemsty ze strony partnera, próby odebrania dzieci, nasilenia przemocy i agresji, jako reakcji na ujawnienie?

 

Między nie chce i nie może - można włożyć jeszcze szereg specyficznych uwarunkowań, które znajdują się na owym kontinuum, czasem bliżej jednego lub drugiego końca, ale nie są tak bardzo jednoznaczne. Bo tego, co się dzieje w ofierze, w jej psychice, na skutek jej traumatycznych doświadczeń, nie można po prostu określić jednym sformułowaniem. Wszystko to, czego doświadcza zmienia ją w sposób niewyobrażalny, często też nieodwracalny. 'Przemoc, posiada niezwykłą moc wywierania wpływu na całe funkcjonowanie człowieka, na pracę jego umysłu, na jego procesy emocjonalne, jego świat wewnętrzny. U części osób dokonują się ważne, niekorzystne i niestety czasem trwałe zmiany w sposobie i treści myślenia, które utrudniają przeciwstawianie się przemocy' (Melibruda). Ofiary często wykorzystują wiele mechanizmów obronnych, aby poradzić sobie z tą trudną dla nich sytuacją. Racjonalizują zachowanie sprawcy, tłumaczą go przemęczeniem, stresującą pracą, biorą odpowiedzialność na siebie ('rzeczywiście, to moja wina, przecież miały być dziś na obiad kotlety mielone, a nie bigos').

 

Nie można zapomnieć, że najczęściej akty przemocy nie są wydarzeniami jednostkowymi, z którymi ofiara może sobie z czasem w jakiś sposób poradzić. Przeważnie trwają latami. Występują cyklicznie zgodnie z trzema fazami cyklu przemocowego. Pierwsza faza to okres narastania, eskalacji napięcia, druga - faza ostrej przemocy, a trzecia - to miodowy miesiąc, kiedy sprawca próbuje naprawić swoje postępowanie i wynagrodzić krzywdy. To ta trzecia faza cyklu, tworząc przeciwwagę dla okresów agresji i krzywdzenia, prowadzi do wykształcenia się 'wyuczonej nadziei' - jednej z przyczyn pozostawania ofiary przemocy w związku z krzywdzącym partnerem ('a może tym razem zrozumiał i się zmienił?'). Charakterystyczne dla długotrwałej przemocy jest stopniowe skracanie fazy trzeciej na korzyść fazy pierwszej oraz znacznie większa częstotliwość samych aktów. Z początku ofiara ma nadzieję, że wydarzenie miało charakter incydentalny, z czasem wie, że tak nie jest, choć nieustannie wierzy, ze pewnego dnia stanie się cud i nagle jej partner zmieni się w księcia sprzed ślubu i będą żyli w szczęściu i miłości. Chce wierzyć, że gdzieś istnieje owe tajemnicze 'coś', które go zmieni.

 

Zastanówmy się nad naszym zasadniczym pytaniem? W pierwszej i drugiej fazie pewnie ofiara nie może przerwać przemocy, bo próbuje kontrolować sytuację, przewidzieć zachowanie partnera, chce uniknąć aktu przemocy, a jeśli się nie uda - zapewnić sobie i dzieciom bezpieczeństwo. Natomiast w fazie trzeciej pewnie nie chce jej przerwać - bo sprawca świadom szkód, które uczynił stara się ponownie uwieść swoją ofiarę, odzyskać jej zaufanie i lojalność, a ona ze wszystkich sił chce jemu wierzyć. Ma nadzieję, że uda jej się uratować związek.

 

Jeśli coś trwa całymi latami, nie może nie pozostawiać wpływu na osobę ofiary i to nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym. Jak powiedziała Barbara Rosiek w 'Kokainie': Przemoc wobec ciała zabija też duszę. Tym bardziej, że niezwykle często przemoc fizyczna współwystępuje z przemocą psychiczną, której skutki są znacznie trwalsze niż rany i siniaki na ciele. To są skutki, które nie znikają nigdy. Pozostają jako 'syndrom nieprzebaczonej krzywdy' (Melibruda). Przemoc psychiczna może być stosowana na wiele różnych sposobów: poprzez izolowanie ofiary od bliskich i przyjaciół, aby nie stanowiły dla niej źródła potencjalnego wsparcia, przez krytykę i poniżanie jej, także w obecności innych ludzi, wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa we wszystkich dziedzinach życia, a także poprzez nieustanne groźby i demonstracje mocy przez sprawcę. Z czasem ofiara wyrabia w sobie przekonanie, że jest nic nie warta, a sprawca wszechpotężny. Życie emocjonalne ofiar przemocy jest całkowicie zdominowane przez fale lęku i strachu, które wpływają na wszystkie aspekty ich życia. Sprawca dąży do bezwarunkowej kontroli nad ofiarą, całkowite jej osłabienie poprzez żądanie absolutnej uległości, niszczenie jej tożsamości, autonomii, przez izolowanie od przyjaciół i rodziny, zastraszanie, wymaganie wdzięczności za pozostawienie ofiary przy życiu (za co paradoksalnie ona zaczyna go postrzegać, jako swojego wybawcę - co jest początkiem rozwoju traumatycznej więzi z prześladowcą tzw. 'syndromu sztokholmskiego'), nieprzewidywalne zachowanie: wybuchy złości i nagły dobry humor (kapryśne obdarzanie łaskami, doskonale łamie opór ofiary i jej ewentualną chęć przerwania relacji), ustalanie chimerycznych, niezwykle drobiazgowych zasad wspólnego mieszkania i współżycia, stała inwigilacja i obserwacja, (szczególnie poniżające jest sprawowanie nieustannej kontroli nad ciałem ofiary i jej funkcjami cielesnymi). Wszelkie strategie poniżające, które polegają na całkowitym podporządkowaniu się, zniewoleniu ofiary prowadzą do zniszczenia u niej własnej podmiotowości i całkowitym uzależnieniu od sprawcy. (Kubacka-Jasiecka)

 

Strube wskazuje na następujące cztery motywy pozostawiania kobiet-ofiar maltretowania w związku: pierwszy to pułapka psychologiczna - jest to inaczej mówiąc rozmiar inwestycji w związek ze sprawcą. Dzieje się tak wówczas, gdy ofiara ma poczucie, że poniesione przez nią koszty są nieodwracalne, ma poczucie, że zainwestowała w ten związek zbyt dużo czasu, energii i emocji, że dobrowolnie weń weszła, i że może nie osiągnąć założonego celu. W dodatku jeśli cały proces jest rozciągnięty w czasie i występują długie okresy dobrego funkcjonowania i miłość a zachowanie partnera mieści się w ramach społecznej akceptacji.(Mazur)

 

Drugim motywem jest pułapka sytuacyjna, kiedy ofiara ocenia, że mimo wszystko koszty pozostawiania w związku przemocy są mniejsze niż zysk z odejścia; w przypadku partnerów o wysokiej pozycji i dochodach kobieta musi zrezygnować z przywilejów i korzyści.

 

Następnym motywem jest pułapka lęku przed nieznanym. Często kobieta pozostaje w izolacji geograficznej, fizycznej, społecznej i finansowej czyli jest pozbawiona wszelkich zasobów, które mogłyby pomóc w zerwaniu relacji.

 

Ostatnim motywem jest wyuczona bezradność. Termin wprowadzony do psychologii przez Seligmana, w tym wypadku oznacza brak aktywności, pasywność, zależność i uległość wobec sprawcy oraz bierną rezygnację (Kubacka-Jasiecka)

 

Kobiety-ofiary wskutek wieloletniej przemocy stają się zupełnie innymi osobami. Wskutek wieloletniego obrażania, wykpiwania i szydzenia mają niskie poczucie własnej wartości, czują się głupie, brzydkie i niekompetentne w niczym. Często z czasem nie mają kontroli prawie nad niczym: ani nad sobą, ani nad własnym życiem, ani nad rodziną, a już z pewnością nad sprawcą. Stają się niezwykle od niego zależne mimo swojego wykształcenia czy pozycji zawodowej (nie wszystkie ofiary są niewykształcone i nie pracujące). Opisuje się zjawisko 'robotyzacji' ofiar, funkcjonujących mechanicznie, 'poza' uczuciami, co stanowi obronę w codziennych relacjach maltretowania i krzywdy, następuje 'złamanie' psychiczne ofiary; mówi się nawet o demoralizacji ofiar, przejawiającej się obojętnością wobec wykorzystania i przemocy wobec innych, jak również o ukrytej i jawnej przeniesionej agresji, np. wobec własnych dzieci. (kubacka-jasiecka)

 

Czy dalej aktualne będzie pytanie, czy ofiara nie chce zatrzymać przemocy? Czy będąc w takim stanie psychicznym i fizycznym może tego nie chcieć? Czy raczej trafniejsze będzie twierdzenie, że już nie może, bo psychiczna degradacja jej osoby zaszła tak daleko, że nawet nie widzi cienia nadziei na zmianę swojej sytuacji, nierzadko ceni siebie tak nisko, że uważa iż nawet nie zasługuje na pomoc.

 

Często zdarza się też tak, że kobieta ma tak niskie poczucie własnej wartości, oraz tak ukształtowane poglądy, że jej poczucie tożsamości opiera się wyłącznie na związku z partnerem, który zapewnia pozycję i aprobatę społeczną. Bez niego nie potrafiłaby funkcjonować w społeczeństwie. Nie zniosłaby wstydu i upokorzenia wśród rodziny i sąsiadów, gdyby prawda wyszła na jaw. Nawet koszty złego związku nie są w stanie przewyższyć kosztów społecznych rozwodu i samotnego funkcjonowania. Jej wartość jako osoby zależy tylko od jej społecznego statusu mężatki, bez względu na cenę, jaką musi za to zapłacić. Są też takie związki, w których pierwotne więzy miłości, przywiązania podtrzymują nadzieję na zmianę i ocalenie związku. Ofiara wikła się więc w ambiwalencję relacji i poczucia bycia osobą ważną, współczującą, poświęcającą się. W takich sytuacjach wydaje się, że można by sądzić, iż ofiara mimo wszystko nie chce przerwać trwającej relacji.

 

Leonora Walker stwierdziła, że żadna kobieta nie godzi się na złe traktowanie ze strony partnera. Przechodzi przez dwie fazy syndromu bitej żony: pierwsza to faza buntu czynnego lub biernego; druga - poczucie nieskuteczności swoich zabiegów i depresja. Kobiety czynią liczne próby, by zmienić sytuację i przerwać przemoc, chociaż ich próby okazują się nieskuteczne to nie oznacza, że stają się całkowicie bierne i że nie robią nic. Czasem ograniczają swoje działania do takich, które służą bardziej zmniejszeniu ryzyka ataków fizycznych i ochronie własnej osoby, a więc służą bardziej przetrwaniu niż jednoznacznej zmianie sytuacji. Np. niektóre uważają, że spełnianie oczekiwań partnera jest efektywną strategią ochrony przed biciem, inne ofiary przemocy seksualnej, przyjmują, że w sytuacji gwałtu lepiej ulec, ponieważ uchronią się przed biciem a akt seksualny szybciej się skończy.(Badura-Madej)

'Większość kobiet w końcu odchodzi i to jest już aktem odwagi, ponieważ to jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy jakie może zrobić kobieta. Sprawca zazwyczaj słabo sobie radzi sobie sam i często wolałby raczej zabić kobietę lub umrzeć niż zostać od niej oddzielonym, ponieważ porzucenie bardziej go przeraża niż przemoc lub kara. Większość kobiet opuszcza związek średnio trzy do sześciu razy, ale z różnym stopniem wytrwałości w tym postanowieniu'. (Badura-Madej za Walker)

 

'Chcieć to móc' mówi stare polskie porzekadło, ale czy na pewno, i czy w każdej sytuacji? Najłatwiej mówić slogany, powtarzać stereotypy, myśleć życzeniowo. Wtedy świat jest czarno-biały. My zawsze stoimy po właściwej białej stronie, a złe rzeczy przytrafiają się złym ludziom i tym, którzy sami tego chcą. Jeśli jednak zrobimy mały wysiłek i choć przez chwilę zastanowimy się nad prawdziwymi historiami ludzi, nad rzeczywistymi przyczynami ich reakcji i zachowaniami - to może się okazać, że bardzo się mylimy. Świat zmieni kolory na odmiany szarości, przy których już trudno ocenić, co dobre a co złe.

 

Ofiary domowej przemocy gdyby je zapytać zanim się ona zaczęła, kiedy wchodziły w dorosłe życie, z pewnością wszystkie jak jeden mąż odpowiedziałyby, że chcą mieć szczęśliwe i wypełnione miłością życie, u boku kochanego mężczyzny, że nie chcą w swoim związku bólu, strachu i łez.

 

Kilkanaście lat później same siebie nie poznają, nie rozumieją co się z nimi stało i kim/czym się stały, a przecież nie tego chciały i być może mogły coś zrobić?

 

oprac. Dorota Fryc psycholog

 

Przeczytaj także: